Kacper Ziejewski

Kropla w morzu czy początek zmiany? Historia pewnego brytyjskiego idiomu

Kurczę, patrzcie na tę plastelinę! Totalny koszmar, ale jaki fajny. Ten typ z tymi gałami jak z kreskówki, w tym śmiesznym brytyjskim meloniku… Przecież on jest przerażony. I ten 'ocean’ z tyłu, wygląda jakby miał zalać całą Świętokrzyską, a on tak stoi i duma nad tą jedną, nieszczęsną kropelką. No i ten Pałac Kultury w tle, wygląda jak z gliny, prawda? Czysty absurd.

I o to właśnie chodzi. „A drop in the ocean”. Po polsku „kropla w morzu”. Czasem dodają „potrzeb”, żeby było smutniej, ale mniejsza o to. Wiecie o co chodzi, nie? To to uczucie, jak robisz coś, co wydaje się totalnie bez sensu, bo problem jest gigantyczny. Próbujesz zgasić pożar leśny spryskiwaczem do kwiatków. Albo, no nie wiem, próbujesz ogarnąć angielską fonetykę w jedną noc. Ta kropelka na zdjęciu? To są wasze starania, kiedy czujecie, że ten ocean gramatyki was po prostu zmiecie. I to boli, bo ta kropelka jest ważna dla tego kolesia, ale ten ocean jest… potężny.

Słuchajcie, to wcale nie musi być tak przygnębiające. Ten gość z plasteliny w meloniku nie ma pojęcia, co robić, ale wy możecie. W Tongue-Twister nie robimy z was kolejnej kropelki. My wam po prostu dajemy mapę i kompas, żebyście mogli po tym oceanie pływać, a nie w nim tonąć. No i tak się składa, że jesteśmy całkiem blisko, na Świętokrzyskiej 20. Serio, wpadnijcie. To nie jest koniec świata, to tylko język. Zresztą, ten Pałac Kultury na obrazku też wygląda, jakby go zaraz zalało, ale my jeszcze stoimy!

Można nas znaleźć w lokalu 410 lub 309, zaraz obok metra Świętokrzyska. No i tak.

Autor Kacper Ziejewski

Ojciec założyciel Tongue-Twister.