Płacz, wstyd i „The Animals”. Jak 62-letnia emerytka odkryła, że angielska gramatyka może być naprawdę prosta?
Opowiada Kacper, lektor szkoły językowej Tongue-Twister.
Wszystko zaczęło się sześć lat temu
Zaczęło się w styczniu, sześć lat temu – tuż przed wybuchem pandemii.
Pamiętam to dokładnie, bo Bożena weszła do naszej sali z takim wyrazem twarzy, jakby szła na ścięcie.
Miała wtedy 56 lat, pracowała na pełnych obrotach i dźwigała w sobie paraliżujący, dobrze mi znany wstyd.
Dzisiaj, jako 62-letnia emerytka, śmieje się z tamtego lęku.
Ale wtedy do śmiechu nie było jej wcale.
„Wszyscy mówią po angielsku, tylko nie ja”
Bożena przez lata pracowała w warszawskiej ochronie zdrowia. Zostawiła mnóstwo serca i zdrowia na kolejnych dyżurach.
Kiedy była młodsza, znajomość rosyjskiego często w zupełności wystarczała.
Ale świat się zmienił.
Na oddziale zaczęło pojawiać się coraz więcej obcokrajowców. Młodsze pielęgniarki rozmawiały z nimi po angielsku, a Bożena coraz częściej czuła się bezradna.
Najgorsze były sytuacje, kiedy zagraniczny pacjent prosił o coś prostego, a ona musiała wołać młodszą koleżankę, żeby pomogła jej zrozumieć, o co chodzi.
Dla osoby z ogromnym doświadczeniem zawodowym było to zwyczajnie frustrujące.
Ale prawdziwy powód, dla którego chciała nauczyć się angielskiego, znajdował się tysiące kilometrów od Warszawy.
Córka w USA i wnuki mówiące po angielsku
Córka Bożeny, Paulina, wyjechała do Stanów Zjednoczonych na program Au Pair.
Miało być na chwilę.
Skończyło się amerykańskim mężem i wnukami, które mówiły głównie po angielsku.
I właśnie wtedy problem z językiem przestał dotyczyć tylko pracy.
Wyobraź sobie babcię, która patrzy na swoje wnuki przez ekran komputera i chciałaby zapytać:
„Jak minął Ci dzień?”
Chciałaby opowiedzieć bajkę.
Pożartować.
Dowiedzieć się, co wydarzyło się w szkole.
Ale brakuje jej słów.
Dla Bożeny właśnie to stało się jedną z największych motywacji do nauki.
Angielski po 50-tce – od czego zacząć?
Bożena najpierw próbowała sama.
Wyciągnęła z szafy stare podręczniki córki. Oglądała materiały po angielsku. Zapisywała się również na dofinansowane kursy organizowane w pracy.
Problem polegał na tym, że przy dyżurach trudno było zachować regularność.
Kiedy opuszczała kilka zajęć, wypadała z rytmu.
Do tego dochodziły ćwiczenia, regułki i mnóstwo pisania.
Bożena znała coraz więcej zasad, ale nadal nie czuła się swobodnie podczas rozmowy.
W końcu zaczęła szukać zajęć w jedyny dzień, który miała regularnie wolny:
w niedzielę.
I tak trafiła do Tongue-Twister.
„Nauczyciel z ADHD”
Bożena szybko ochrzciła mnie mianem:
„nauczyciela z ADHD”
– podobno dlatego, że podczas lekcji ciągle macham rękami.
Choć włosów mam z roku na rok mniej, energii na zajęciach na szczęście nadal mi nie brakuje.
Od początku postawiłem jednak sprawę jasno:
nie będziemy godzinami siedzieć nad teorią gramatyczną.
W Tongue-Twister dużą część zajęć poświęcamy rozmowie.
Gramatyka nie musi być osobnym, nudnym wykładem. Można wprowadzić ją w pytaniach, odpowiedziach i sytuacjach, które dotyczą prawdziwego życia ucznia.
I właśnie podczas jednej z takich rozmów wydarzyło się coś, co pamiętam do dzisiaj.
There is czy There are? Prosta zasada
Rozmawialiśmy o pracy Bożeny.
Wprowadziłem konstrukcje There is i There are.
Zasada na podstawowym poziomie jest bardzo prosta:
THERE IS – gdy mówimy o jednej rzeczy
Na przykład:
There is a new foreign patient on my ward.
Na moim oddziale jest nowy zagraniczny pacjent.
Mamy jednego pacjenta, dlatego:
There is…
THERE ARE – gdy mówimy o wielu rzeczach lub osobach
Na przykład:
There are young nurses who speak English well.
Są młode pielęgniarki, które dobrze mówią po angielsku.
Mamy wiele pielęgniarek, dlatego:
There are…
Jeszcze jeden przykład związany z życiem Bożeny:
There is a grandson waiting for me in America.
W Ameryce czeka na mnie wnuk.
I właśnie wtedy Bożena nagle zamarła.
„Kacper… przecież to jest ta piosenka!”
Spojrzała na mnie z błyskiem w oku.
I nagle wypaliła:
„Kacper… przecież to jest ta piosenka! The Animals! There is a house in New Orleans!”
Pyknęło.
Jedna konstrukcja, która wcześniej mogła wyglądać jak kolejna abstrakcyjna zasada z podręcznika, nagle połączyła się w jej głowie z czymś, co znała od lat.
Nie musieliśmy tworzyć skomplikowanej definicji.
There is a house…
Jedna rzecz.
There is.
I Bożena już wiedziała, o co chodzi.
There is / There are – szybka ściąga
| THERE IS | THERE ARE | |
|---|---|---|
| Używamy | przy jednej rzeczy/osobie | przy wielu rzeczach/osobach |
| Przykład | There is a patient. | There are two patients. |
| Pytanie | Is there a doctor? | Are there any doctors? |
| Przeczenie | There isn’t a doctor. | There aren’t any doctors. |
Najprościej zapamiętać:
jedna rzecz → THERE IS
więcej rzeczy → THERE ARE
Potem przyszedł COVID
Niedługo później wszystko się zmieniło.
Przyszedł COVID, ograniczenia i wymuszone przejście na zajęcia online.
Ale Bożena nie odpuściła.
Kontynuowała naukę.
Rozmawiała.
Powtarzała.
Popełniała błędy.
Była poprawiana.
I mówiła dalej.
Dzisiaj sama śmieje się ze swoich początków.
Jej angielski może – jak żartujemy – nie leci jak rakieta na Księżyc, ale stabilnie jak Sputnik przemierza swoją orbitę.
I to jest znacznie ważniejsze.
Angielski po 60-tce? Dlaczego nie?
Bożena zaczynała w wieku 56 lat.
Dzisiaj ma 62 lata.
W międzyczasie przeszła na emeryturę, ale angielski został z nią.
W pracy zaczęła samodzielnie komunikować się z zagranicznymi pacjentami.
A przede wszystkim może rozmawiać ze swoją rodziną w Stanach Zjednoczonych.
Z wnukami potrafi gadać całymi godzinami.
I właśnie dlatego jej historia jest dla mnie ważniejsza niż kolejna idealnie rozwiązana kartkówka z gramatyki.
Bo pokazuje, po co właściwie uczymy się języka.
Nie dla ocen.
Nie dla ćwiczeń.
Nie po to, żeby bezbłędnie wypełnić dwadzieścia luk w podręczniku.
Uczymy się, żeby móc porozmawiać z drugim człowiekiem.
Gramatykę trzeba również wypowiedzieć
Nie twierdzę, że gramatyka jest niepotrzebna.
Wręcz przeciwnie.
Ale sama znajomość reguły nie wystarczy, jeśli podczas prawdziwej rozmowy potrzebujesz trzydziestu sekund, żeby ją sobie przypomnieć.
Dlatego w Tongue-Twister staramy się wprowadzać gramatykę bezpośrednio do rozmowy.
Poznajesz konstrukcję.
Używasz jej.
Popełniasz błąd.
Poprawiamy.
Powtarzasz.
I używasz ponownie.
A czasami wystarczy jedna stara piosenka, żeby coś, czego wcześniej nie można było zapamiętać, nagle zostało w głowie na dobre.
Chcesz zacząć mówić po angielsku?
Jeżeli masz 40, 50, 60 lat albo więcej i wydaje Ci się, że na angielski jest już za późno, przypomnij sobie historię Bożeny.
Zaczęła, bo chciała lepiej radzić sobie w pracy.
Ale przede wszystkim chciała rozmawiać z własnymi wnukami.
I to okazało się wystarczającym powodem, żeby nie odpuścić.
W Tongue-Twister prowadzimy kursy angielskiego dla dorosłych w centrum Warszawy oraz online.
Stawiamy na mówienie, praktyczne używanie języka i gramatykę wprowadzaną w prawdziwej komunikacji.
Bo języka nie wystarczy tylko przeczytać.
Trzeba go wygadać.
Kacper
Lektor szkoły językowej Tongue-Twister